Liberałowie o stalinowskich korzeniach: saga rodu Hollandów
Pan Piotr Zarębski nadesłał mi (Jan Bogatka na nieistniejącym blogu na 'niepoprawni.pl') materiał, wyjaśniający powody sympatii i antypatii pani Agnieszki Holland. Pozwalam go sobie zamieścić w tym miejscu.
Czerwone dynastie – Fobie Agnieszki Holland
Reżyser filmowa Agnieszka Holland należy do najbardziej fanatycznych
wyrazicielek fobii antyreligijnych i antypatriotycznych. Łączy je z
ciągłym tropieniem antysemityzmu, zajadłą wrogością do prawicy i grubiańskimi
atakami na rządzących dziś polityków PiS. W. wywiadach
udzielanych przez Holland wciąż spotykamy się z negatywnymi
uogólnieniami na temat Polaków jako Narodu, który jest rzekomo
niedojrzały, antysemicki i ksenofobiczny, przesycony płytką nierozumną
religijnością, etc., etc. z taką werwą karcąca Polaków A. Holland
faktycznie kontynuuje metody fanatycznej agitacji komunistycznej swych
rodziców Henryka Hollanda i Ireny Rybczyńskiej. Ta para stalinowców
z zajadłością uczestniczyła w nagonkach na nonkonformistycznych naukowców,
m.in. w haniebnym donosie na znakomitego polskiego naukowca – profesora
Władysława Tatarkiewicza.
23 grudnia 2006 r. Agnieszka Holland udzieliła obszernego wywiadu
dziennikarzowi “Gazety Wyborczej” Romanowi Pawłowskiemu dla dodatku
“Wysokie Obcasy”. Wywiad zatytułowany eufemicznie “Wszystko o moim ojcu”
stanowił w znaczącej części stek kłamstw na temat ojca A. Holland.
Prawdziwie rzetelny tytuł wywiadu mógłby brzmieć raczej: “Wiele kłamstw
o moim ojcu”. Jaskrawym kłamstwem jest chociażby stwierdzenie
dziennikarza “Wyborczej” R. Pawłowskiego sugerujące, że Henryk Holland
jakoby tylko “Przez chwilę był wierzącym stalinistą (…)”. Otóż ta
rzekomo króciutka “chwila” trwała w życiorysie Hollanda aż
dziewiętnaście lat – od jego związania się w 1934 r. ze zdominowanym
przez stalinistów polskim ruchem komunistycznym aż do jego brutalnego
ataku w 1953 r. na naukowe dokonania nieżyjącego wówczas od wielu lat
słynnego filozofa Kazimierza Twardowskiego.
Wyjątkowo bezczelnym kłamstwem jest stwierdzenie Holland na temat
udziału jej ojca w relacjonowaniu dla Polskiego Radia sfabrykowanego
procesu politycznego László Rajka w 1949 r. A. Holland stwierdziła,
broniąc zachowania jej ojca: “Wiem od mamy, że doświadczenie tego
procesu było dla niego przełomowe”. Sugerowała w ten sposób, że
H. Holland pod wpływem doświadczeń procesu zmienił się w sposób
“przełomowy”, czyli nabrał głębokiego krytycyzmu wobec stalinizmu.
Prawda była z gruntu odmienna. Właśnie po procesie L. Rajka w 1949 r.
doszło do największych stalinowskich świnień w życiu H. Hollanda, m.in.
do udziału w 1950 r. w podłym donosicielskim liście otwartym do
prof. W. Tatarkiewicza, “zdemaskowaniu” w tymże 1950 roku jednego ze studentów
jako “niebezpiecznego wroga” czy do późniejszego o trzy lata,
brutalnego, paszkwilanckiego ataku H. Hollanda na twórczość
prof. K. Twardowskiego (1953 r.).
Stalinowiec Henryk Holland
Cofnijmy się jednak na chwilę do wcześniejszego okresu życia Henryka
Hollanda. Urodził się 8 kwietnia 1920 r. w Warszawie w ubogiej
zasymilowanej rodzinie żydowskiej jako najstarsze dziecko Wiktora
Hollanda i Franciszki z domu Likier. Według książki Krzysztofa Persaka
“Sprawa Henryka Hollanda” (Warszawa, 2006 r., s. 133): “Od dwunastego do
czternastego roku życia Holland należał do lewicowej syjonistycznej
organizacji skautowej Haszomer Hacair, a w 1934 r. związał się z ruchem
komunistycznym, wstępując do Rewolucyjnego Związku Młodzieży Szkolnej,
który był przybudówką Komunistycznego Związku Młodzieży Polski. Rok
później został przyjęty do KZMP. (…) Od jesieni 1936 r. Holland przez
pół roku pełnił funkcję łącznika pomiędzy kierownikiem Centralnej
Redakcji Krajowej KPP Abramem Kaganem a redakcją znajdującego się pod
wpływem tej partii jednolitofrontowego ‘Dziennika Popularnego’ (…)”.
Po wybuchu wojny H. Hollandowi udało się przedostać na tereny
okupowane przez Związek Sowiecki – do Lwowa. Tam m.in. współpracował z
osławioną sowiecką gadzinówką “Czerwonym Sztandarem”
i z redakcją “Młodzieży Stalinowskiej”. W czerwcu 1943 r. wziął udział w pierwszym
zjeździe Związku Patriotów Polskich, powołanego przez Sowietów dla
przygotowywania działań na rzecz późniejszej stalinizacji Polski. 14 czerwca
1943 r. został przyjęty w stopniu porucznika do dywizji im.
Tadeusza Kościuszki. Od lutego 1944 r. był instruktorem w Wydziale
Polityczno-Wychowawczym 2. dywizji. W listopadzie 1944 r. awansował na
kapitana. W grudniu 1944 r. wstąpił do PPR. Już w kwietniu 1945 r.
uzyskał pierwszy bardzo znaczący awans. Został redaktorem naczelnym
tygodnika wspierającego komunistów pod nazwą
"Walka Młodych"
wydawanego przez Związek Walki Młodych.
Kierował nim do września 1947 r. W 1948 r. wybrano go do Rady Naczelnej
i Zarządu Głównego Związku Młodzieży Polskiej.
Pod koniec 1948 r. został członkiem komitetu redakcyjnego jednej
z najbardziej ponurych gazet partyjnych sowietyzujących kraj –
"Trybuny Wolności".
Jako wielce zaufany towarzysz został oddelegowany we wrześniu 1949 r.
na najsłynniejszy stalinowski proces pokazowy – proces László Rajka na
Węgrzech. Rajk, jeden z najbardziej fanatycznych węgierskich komunistów,
był przez kilka lat ministrem spraw wewnętrznych, zajadle tępiącym
prozachodnich oponentów komunizmu. W partii komunistycznej cieszył się
szczególnie dużą popularnością jako rodzimy Węgier i dlatego był tym
bardziej znienawidzony przez dyktatorsko rządzącą Węgrami żydowską grupę
kierowniczą na czele z Mátyásem Rákosim. Rajka oskarżono o
“antysowiecki nacjonalizm” i “titoizm”, torturami wymuszono na nim
przyznanie się do rzekomych win i powieszono przed oknem celi, w której
siedziała jego żona.
Holland, fanatycznie nastawiony na rozprawę z “nacjonalistami”, z tym
większą lubością relacjonował dla Polskiego Radia przebieg procesu
węgierskiego “nacjonalistycznego odchyleńca”. Był to jeden z
najpodlejszych “wyczynów” w jego życiu. Warto dodać, że Holland wziął
bardzo czynny udział w propagandowej kampanii przeciw “odchyleniu
prawicowo-nacjonalistycznemu” w Polsce. z furią atakował Gomułkę (por.
K. Persak, op. cit., s. 148).
W roku akademickim 1946/1947 Holland rozpoczął studia filozoficzne na
Uniwersytecie Warszawskim, łącząc je z karierą partyjną, pełną oddania
stalinowskiej ideologii. Był prawdziwie bezwzględny wobec domniemanych
“wrogów ludu”. Krzysztof Persak opisał (op. cit., s. 139), jak to
pewnego razu, “kiedy Komitet Uczelniany rozpatrywał sprawę usunięcia
aktywisty, który w ankiecie personalnej zataił, że jego ojciec był
przedwojennym policjantem, Holland powiedział, iż ów student “jest
przykładem niebezpiecznego wroga, który wkradł się w szeregi naszej
partii”, i zaproponował, aby organizacja partyjna powiadomiła o swojej
uchwale władze bezpieczeństwa. Donosicielską propozycję Hollanda zebrani
z Komitetu Uczelnianego zaakceptowali jednomyślnie. Nie wiadomo, jaki
los spotkał studenta w ten sposób “poleconego” UB.
Leszek Moczulski przypomniał w swej książce “Lustracja” (Warszawa,
2001 r., s. 140), że to właśnie Holland odegrał rolę
w jego usunięciu z partii w 1949 r.
Szczególnie haniebnym epizodem w życiu Hollanda był jego udział w
grupie ośmiu studentów, członków PZPR, którzy wystąpili w marcu 1950 r.
z brutalnym, publicznym atakiem i donosem na słynnego filozofa –
profesora Władysława Tatarkiewicza. Według K. Persaka (op. cit., s. 139),
“studenci ci wystosowali list otwarty do prof. Tatarkiewicza,
protestując przeciwko rzekomemu dopuszczeniu na prowadzonym przez niego
seminarium do “czysto politycznych wystąpień o charakterze wyraźnie
wrogim budującej socjalizm Polsce” i tolerowaniu ich. Inicjatywa ta,
niewątpliwie inspirowana przez władze partyjne, była zapewne elementem
intrygi prowadzącej do odebrania profesorowi kilka miesięcy później
prawa wykładania i prowadzenia zajęć.
Wśród ośmiu autorów haniebnego listu otwartego, który spowodował
ostateczne usunięcie prof. W. Tatarkiewicza z uczelni, byli
m.in. Henryk Holland i jego żona Irena Rybczyńska, Bronisław Baczko
i Leszek Kołakowski.
Po latach nawet jeden z sygnatariuszy tego listu otwartego (donosu) Bronisław Baczko
uznał zawarte w nim treści za “groźne i koszmarne bzdury”.
W październiku 1950 r. Holland rozpoczął studia doktoranckie w
Katedrze Historii Filozofii, osławionej “kuźni kadr marksistowskich” –
Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR. W 1953 roku publikuje
swą najohydniejszą pracę, faktycznie paszkwilancki atak na niemogącego
się bronić, bo nieżyjącego od 1938 r. słynnego filozofa – profesora
Kazimierza Twardowskiego “Legenda o Kazimierzu Twardowskim”. Zaatakował
filozofię prof. Twardowskiego za rzekome “ubóstwo teoretyczne”,
piętnował ją jako filozofię skrajnie obskurancką, fideistyczną,
klechowską”. Profesora Twardowskiego nazwał “fideistą zalatującym
zakrystią”. Z furią atakował wszystkich tych, którzy chwalili dokonania
naukowe prof. Twardowskiego przed wojną, “demaskując” ich jako rzekomych
“faszystów”.
Według K. Persaka, “pamflet Hollanda, nawet biorąc pod uwagę ówczesne
stalinowskie standardy, ze względu na wyjątkowy brutalny atak na twórcę
szkoły lwowsko-warszawskiej, wzbudził w IKKN pewne kontrowersje.
Autor posługiwał się wyjątkowo napastliwym językiem (…)”. Doszło do tego,
że w obronie totalnie niszczonego przez Hollanda dorobku zmarłego filozofa
wystąpił w liście do redakcji “Myśli Filozoficznej” (tam najpierw
wydrukowano paszkwil Hollanda) prof. Tadeusz Kotarbiński. Krytykując
pracę Hollanda, Kotarbiński stwierdził: “Jest to elaborat bezceremonialny.
Pełno w nim chwytów, używanych w niewybrednych kłótniach dla
oddania uczuć lekceważenia, pogardy i szyderstwa. Pozwolono sobie
pod adresem Twardowskiego na wyrażenia skrajnie obelżywe, których nie
chcę przytaczać, aby ich nie wypowiadać ponownie” (K. Persak,
op. cit., s. 141).
Ze względu na powszechne oburzenie jadowicie paszkwilancką formą
pracy Hollanda, jakie wyrażano w kręgach naukowych, nawet w
dogmatycznych kręgach marksistowskich uznano za celowe pewne
zdystansowanie się od pamfletu. Zrobił to komitet redakcyjny “Myśli
Filozoficznej” na czele z osławionym inkwizytorem nauki prof. Adamem
Schaffem. Odpowiadając na list prof. T. Kotarbińskiego, zaakcentowano
poparcie “bojowego tonu krytyki”, ale przyznano, że komitet redakcyjny
“rzeczywiście zaniedbał w toku prac redakcyjnych usunięcia z artykułu
pewnych niefortunnych, napisanych przez autora w zapale polemicznym
zwrotów i wyrażeń” (K. Persak, op. cit., s. 141). Co więcej, dyrekcja
IKKN zdecydowała się na udzielenie Hollandowi nagany za “niewłaściwą
postawę partyjną”. Zdaniem K. Persaka, wymierzenie tej kary partyjnej
było “spowodowane wyjątkowym oburzeniem, jakie ta publikacja wywołała
w środowisku naukowym”. Było to prawdziwie szokujące – paszkwil
Hollanda okazał się nazbyt brutalny w stylu nawet jak na atmosferę ówczesnych
stalinowskich czasów!
Nie “wszyscy byli ubrudzeni”
Agnieszce Holland te tak jaskrawe przykłady stalinowskiego świnienia się
jej ojca nie przeszkodziły w skrajnie kłamliwym wybielaniu jego
przeszłości w wywiadzie opublikowanym w “Wysokich Obcasach” z grudnia
2006 roku. Najwidoczniej liczyła na słabą pamięć lub nawet totalną
ignorancję czytelników. Liczyła słusznie, bo o ile wiem, przez kilka
miesięcy, aż do czasu mego obecnego tekstu, nikt nie zaprotestował
przeciwko jej ordynarnym kłamstwom.
Aby lepiej wybielić przeszłość swego ojca, Agnieszka Holland użyła
starego chwytu różnych dzieci stalinowców. Usilnie stara się
zaakcentować – jak to rzekomo w tamtych czasach niemal “wszyscy byli
ubrudzeni”. Stwierdza w wywiadzie dla “Wysokich Obcasów”:
“Nie chciałabym, aby to zabrzmiało jak usprawiedliwienie, ale trudno
oceniać wybory moich rodziców bez uwzględnienia kontekstu historycznego.
Komunizm był ideą, która wstrząsnęła światem i zgarnęła pod swoje
skrzydła rzeszę najbardziej ideowej młodzieży. Dla wielu z nich nie było
innej alternatywy dla faszyzmu. Kto jest bez grzechu, niech rzuci
kamieniem. W polskiej historii było zaledwie kilku ludzi na tyle
zdeterminowanych, obdarzonych tak jasnym widzeniem świata, że mogą być
dzisiaj bohaterami narodowymi bez skazy.
Większość ma w sobie ciemną i jasną stronę przez konieczność dokonywania
wyborów w sytuacjach z założenia niejasnych, dramatycznych. Łącznie z budzącymi
dziś spory postaciami, jak Dmowski czy Piłsudski. To dotyczy
także świętych, jak ojciec Maksymilian Kolbe, który z jednej strony,
poświęcił się za człowieka w obozie koncentracyjnym, z drugiej –
prowadził przed wojną antysemickie pismo. Kiedy się popatrzy na Zbigniewa Herberta,
który przez lata był symbolem spiżowego sprzeciwu, i potem przeczyta się,
co tam gadał na rozmowach z ubekami, to się okaże, że ikony nie istnieją”.
Trudno się nie oburzyć, gdy czyta się, jak Agnieszka Holland porównuje swego ojca –
stalinowskiego fanatyka, niszczącego ludzi, z postaciami ucieleśniającymi bezgraniczną
miłość do swych bliźnich jak św. Maksymilian Kolbe. Jakże oburzająca jest próba
wybielenia stalinowca Hollanda poprzez nikczemne oczernianie Zbigniewa Herberta, poety,
który wolał głodować w dobie stalinizmu, niż iść na najmniejszy nawet ukłon wobec reżimu.
Holland próbowała usprawiedliwić stalinowskie zaangażowanie swoich
rodziców również poprzez staranne obrzucanie błotem II Rzeczypospolitej,
przedstawianie jej w potwornie przyczerniony sposób. Oto jak wygląda
kreślona przez Holland ponura wizja II RP:
“Problem zaangażowania części pokolenia moich rodziców w komunizm
jest tak złożony, że powinniśmy o tym zrobić całą rozmowę. Miało na to
wpływ i uwiedzenie ideą sprawiedliwości społecznej, i rozczarowanie
Polską okresu międzywojennego, która nie stała się ojczyzną szklanych
domów. Demokracja była kulawa, rosły autorytaryzm i nieudolność
rządzących, a z drugiej strony, pojawiło się wykluczenie inaczej
myślących, prześladowanie mniejszości. Młodzież pochodzenia żydowskiego
na co dzień była prześladowana i odtrącona (pałowanie, getta ławkowe,
numerus clausus, ekscesy Młodzieży Wszechpolskiej). Nic dziwnego, że
szukali miejsca w szeregach partii, która głosiła równość wszystkich ras
i dawała wykluczonym poczucie wspólnoty”.
II Rzeczpospolita ze wszystkimi swoimi błędami i ograniczeniami była
i tak prawdziwą oazą demokracji na tle sowieckiej krainy gułagów i
wielkich czystek. Tylko ogromna ślepota i zacietrzewienie mogły
decydować o wybraniu stalinowskiej Rosji kosztem Polski. Dodajmy, że to
optowanie na rzecz Związku Sowieckiego za każdym razem oznaczało
równoczesną zdradę Polski, wejście na drogę czerwonej Targowicy.
Wbrew kłamliwym tłumaczeniom Agnieszki Holland nie ma żadnego
usprawiedliwienia dla wieloletniego związania się jej ojca ze
stalinizmem i szkodzenia przezeń tym wszystkim, których uważał za wrogów
systemu. Pamiętać trzeba jednak, że sam Henryk Holland w końcu zapłacił
bardzo wysoką cenę za swój prokomunistyczny wybór.
Kulisy śmierci H. Hollanda
W 1954 roku Holland przeszedł błyskawiczną ewolucję poglądów od skrajnego
dogmatyzmu do rewizjonizmu. W następnych latach, w czasie zajadłego
konfliktu między frakcjami wewnątrzpartyjnymi “Żydów” (puławian) i
“chamów” (natolińczyków) przyłączył się oczywiście do frakcji puławian.
Przyjaźnił się z czołowymi przywódcami puławian, m.in. z L. Kasmanem,
A. Starewiczem, A. Alsterem, J. Finkelszteinem, R. Zambrowskim.
12 listopada 1961 r. doszło do spotkania H. Hollanda z korespondentem
francuskiego “Le Monde” Jeanem Wetzem i jego żoną.
Zapoczątkowało ono ciąg wydarzeń, który doprowadził do tragicznej
śmierci H. Hollanda. Podczas spotkania, które odbyło się w mieszkaniu
Wetzów, Holland ujawnił zasłyszane od jednego z działaczy partyjnych
rewelacje Nikity Siergiejewicza Chruszczowa o okolicznościach śmierci
Stalina i obalenia Berii. Holland popełnił ogromną nieostrożność,
ponieważ mieszkanie Wetzów, w którym odbywała się rozmowa, było dobrze
“zabezpieczone radiofonicznie” z pomocą podsłuchu urządzonego przez MSW.
Po ogłoszeniu przez Wetza w “Le Monde” rewelacji zasłyszanych od
Hollanda, Władysław Gomułka wpadł w straszliwą irytację, podsycaną przez
sugestie moczarowców nieznoszących puławian. Gomułkę rozwścieczyła
groźba zarzutów z Moskwy, że z Polski wyciekają na Zachód komunistyczne
tajemnice, takie jak wspomniane zwierzenia Chruszczowa na XXII Zjeździe
Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego o okolicznościach obalenia
Berii.
W rezultacie śledztwa podjętego przez MSW 19 grudnia 1961 r.
aresztowano Hollanda. Holland nie ukrywał faktów i złożył obszerne
zeznanie. Nie spodziewał się sankcji prokuratorskiej, myślał, że może go
spotkać tylko kara partyjna za niedyskrecję. Tym bardziej wstrząsnęła
nim wiadomość, że może grozić mu co najmniej 5 lat więzienia na
podstawie drakońskiego dekretu o stanie wojennym. W takich warunkach
doszło 21 grudnia 1961 r. do samobójczego skoku Hollanda z okna jego
mieszkania podczas rewizji prowadzonej przez SB.
Przez wiele lat toczyły się spory wokół kulisów śmierci Hollanda.
Niektórzy autorzy, tak jak np. Jerzy Eisler, głosili sugestie o
zamordowaniu Hollanda. Badacz IPN Krzysztof Persak jednoznacznie
przekreślił domniemania, w oparciu o materiały MSW, do których dotarł.
Wskazał na złożone przyczyny samobójstwa Hollanda. W opinii Persaka (op.
cit., s. 257): “Niewykluczone, że Holland poczuł się w pewnym sensie
zdradzony przez kierownictwo partii, za której lojalnego członka nadal
się uważał. Jego zachowanie w śledztwie było przejawem dyscypliny
partyjnej, a mimo to został wydany w ręce aparatu bezpieczeństwa.
Zapewne takie potraktowanie boleśnie ubodło też jego ambicję. Był
egocentrykiem, zdaje się, ze skłonnością do narcyzmu. To, że z nim,
starym komunistą i znanym publicystą partyjnym, postąpiono jak ze
zwykłym obywatelem, musiało godzić w jego wysokie poczucie własnej
wartości.
Aresztowanie i zarzut z art. 7 Małego Kodeksu Karnego
oznaczały cios w plany życiowe Hollanda, który w 1962 r.
miał wyjechać na atrakcyjne 6-miesięczne stypendium Fundacji Forda.
Wszystko to miało teraz zostać przekreślone. Do tego doszła trudna
sytuacja osobista po rozwodzie z I. Rybczyńską, poczucie
osamotnienia i nasilenie choroby nerek”.
Początki kariery A. Holland
Samobójcza śmierć ojca musiała wycisnąć wielkie piętno na świadomości
Agnieszki Holland. Można i trzeba docenić siłę jej przeżyć. Nie może to
jednak oznaczać aprobaty dla bezkrytycznego wybielania przez nią ojca,
który przez wiele lat był bezdusznym, zajadłym stalinowcem. Trudno
pogodzić się również z jej atakami na Kościół, polskość i patriotyzm,
które wcześniej już były atakowane przez jej ojca, począwszy od jego
udziału w środowisku KPP – partii zdrady narodowej.
Początki kariery filmowej A. Holland przypadły na lata 70. – czas
rozwoju tzw. kina moralnego niepokoju. Zrealizowała wówczas m.in. takie
filmy jak: “Aktorzy prowincjonalni”, “Gorączka” i “Kobieta samotna”.
Była cały czas ogromnie lansowana przez Andrzeja Wajdę. Już w latach 70.
zaznaczył się w twórczości filmowej Holland bardzo silnie akcentowany
feminizm, zwłaszcza w telewizyjnym filmie “Coś za coś” (1977 r.).
Bohaterka filmu, pani docent, rezygnuje z posiadania dzieci, bo chce
zrobić karierę.
W momencie wprowadzenia stanu wojennego, 13 grudnia 1981 r.,
Holland przebywała na Zachodzie. Zdecydowała się tam pozostać na stałe, co
otworzyło nowy rozdział w jej karierze filmowej. Bardzo silnie została
ona zdominowana przez komercyjność, dążenie do sukcesu kasowego za wszelką
cenę, nawet z ewidentną szkodą dla prawdy. Nader często Holland dawała
przy tym wyraz relatywizmowi, zacieraniu jasnych, precyzyjnych granic
między dobrem a złem.
Zajadła niechęć do Kościoła katolickiego
W wypowiedziach, działaniach i twórczości Agnieszki Holland wciąż
zaznaczała się wyraźna niechęć do religii, a w szczególności do Kościoła
katolickiego. Jak pisała o niej Małgorzata Sadowska w tekście
“Agnieszka Holland nie chodzi do kościoła” (“Przekrój” z 30 listopada
2006 r.): “Dorastała w ateistycznym domu (rodzice byli komunistami), pod
wielkim wpływem mamy, która wiarę w życie pozagrobowe uważała za dowód
słabości człowieka, który nie jest w stanie udźwignąć tragiczności
swojej kondycji. Zaś od ojca pochodzącego z zasymilowanej żydowskiej
rodziny, jak sama mówi, ‘żydowskiego dziedzictwa nie dostała w ogóle’”.
Nigdy nie miała żalu do rodziców, że nie wprowadzili jej w metafizyczną stronę świata.
“Mama wyposażyła mnie w system wartości na tyle spójny, atrakcyjny i
szlachetny, że zawsze czułam, że mam silny kościec moralny czy życiowy.
To była baza, dzięki której mogłam dokonywać później wolnych wyborów.
Tymczasem w katolicyzmie, w jego często bezmyślnej obrzędowości, jest
pewien rodzaj ułatwienia. Człowiek czuje się zwolniony z zadawania sobie
pytań o sens własnego działania. Szczególnie w polskim Kościele
koncepcja wolnej woli jest nieustająco kwestionowana przez praktykę
(…)”.
Agnieszka Holland bardzo krytycznie przygląda się polskiemu wydaniu
katolicyzmu. Jest przekonana, że przez słabość naszej “amatorskiej”
wciąż demokracji Polacy są bardziej podatni na “szantaż religijnych
wartości”. Polityków, którzy posługują się katolicyzmem jako maczugą,
nazywa – parafrazując premiera Kaczyńskiego – “‘łże-chrześcijanami’. (…)
A fakt, że w Polsce bardzo wielu księży, biskupów czy instytucji
związanych z Kościołem, jak Radio Maryja, używa antysemityzmu jako broni
religijno-politycznej, świadczy właśnie o ‘łże-chrześcijaństwie’”.
Usprawiedliwiając swe skrajne uprzedzenia do Kościoła katolickiego,
A. Holland głosi, że jakoby została przez Kościół “odtrącona”,
twierdząc:
“Księża, z którymi miałam do czynienia, nie chcieli mnie do Kościoła
przyjąć. Nie wiem, czy ze strachu, że mogą mieć kłopoty, bo nie jestem
pełnoletnia, czy dlatego – a w jednym wypadku na pewno dlatego – że byli
antysemitami. Uważali, że skoro mój ojciec był Żydem, wyklucza mnie to z
katolickiej wspólnoty”.
W swych wypowiedziach wielokrotnie atakowała katolicyzm, szczególnie
mocno krytykując “polski katolicyzm”. W wywiadzie dla “Tygodnika
Kulturalnego” z 23 lipca 1989 r. twierdziła, że “polska literatura (…)
zawsze grzeszyła (…) katolicko-patriotyczną sztywnością”. W. wywiadzie
dla “Super Expressu” z 23-24 września 1995 r. wyznała: “Nie mam
specjalnych sympatii ani dla katolicyzmu, ani dla Kościoła, ani tym
bardziej dla kleru”.
W innym wywiadzie – dla “Wysokich Obcasów” z 23 grudnia 2006 r.
zarzucała, że “polski katolicyzm był zawsze filozoficznie szalenie
płytki, patriotyczno-polityczny, a nie teologiczny czy mistyczny”. W tymże
2006 r. demonstracyjnie dała szczególny wyraz swej wrogości do
Kościoła poprzez sfotografowanie się w koszulce z napisem “Nie chodzę do
kościoła”. “I trzeba przyznać, że to hasło doskonale na niej leżało” –
komentowała dziennikarka “Przekroju” (nr z 30 listopada 2006 r.).
Należała do osób najaktywniej atakujących słynny film Mela Gibsona
“Pasja” za rzekomy antysemityzm.
Antykatolickie fobie Agnieszki Holland znalazły bardzo wyraźne
odzwierciedlenie w jej twórczości filmowej. Począwszy od filmu “Zabić
księdza” (1988 r.), gdzie świadomie zdeformowała postać księdza Jerzego
Popiełuszki i wyraźnie upiększyła postać jego esbeckiego mordercy.
W filmie “Trzeci cud” (1992 r.) ukazała postać wątpiącego księdza. Zarówno
w tym filmie, jak i w innych (m.in. “Julia wraca do domu”) Holland
starała się upowszechniać ideologię New Age, służącą zastępowaniu
religii przez wypełnianie przestrzeni duchowej i religijnej w
społeczeństwach opisami zjawisk paranormalnych, rzekomych świeckich
cudotwórcach, etc. W bretońskim domu A. Holland można znaleźć obrzędowe
meksykańskie figurki i laleczki wudu – “o ich niebezpiecznej mocy
Holland miała się ponoć osobiście przekonać” – pisała dziennikarka
“Przekroju” (nr z 30 listopada 2006 r.).
Stosunek Holland do duchowieństwa dobrze ilustruje stwierdzenie,
które wymknęło się jej w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej”
z 25-26 listopada 2006 r.: “Interesują mnie ludzie dokonujący
ekstremalnych wyborów życiowych. Terroryści, księża”. Zestawienie obok siebie
terrorystów i księży jako “ekstremistów” to kolejny dość szczególny
produkt mentalności Agnieszki Holland.
Współczucie dla mordercy z SB
Ateistka A. Holland, pełna niechęci do katolicyzmu, bez skrupułów
sięgnęła po temat heroicznej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki,
głównie dla celów komercyjnych. Celów bardzo wyraźnie odciskających swe
piętno na twórczości filmowej A. Holland, w szczególności na jej filmach
kręconych po pozostaniu na Zachodzie w grudniu 1981 roku. Przy tym
nastawieniu A. Holland na komercję, nie mówiąc o jej zajadłej niechęci
do Kościoła, nieważne były prawdziwe fakty o męczeństwie słynnego
katolickiego księdza. W. recenzji poświęconej filmowi Holland “Zabić
księdza” Maciej Pawlicki pisał: “Centralną postacią filmu jest nie
ofiara, ale kat, nie ksiądz Popiełuszko, ale jego zabójca, kapitan
Piotrowski. Historia opowiedziana zostaje z jego punktu widzenia, przez
jego decyzje i jego działania” (por. recenzja M. Pawlickiego “Zabić
znaczy przegrać”, “Tygodnik Kulturalny” z 26 lutego 1992 r.).
Stefan Mucha w recenzji w tygodniku “Ład” (12 listopada 1989 r.),
przedrukowanej z drugoobiegowego pisma młodych katolików “Nowa”
(nr 5-6 z 1989 r.), również dał wyraz swemu bardzo krytycznemu stosunkowi do
filmu “Zabić księdza”, pisząc m.in.: “Niestety, film nie podobał mi się
od początku do końca. Raził, drażnił i denerwował, po prostu
rozczarował. (…) Agnieszka Holland twierdzi, że po skończeniu filmu była
bardzo zmęczona odpowiedzialnością przed wszystkimi: Watykanem,
Polakami, księżmi, producentami i dystrybutorami. Skoro więc czuła się
przede mną, jako Polakiem, odpowiedzialna, to mam prawo uważać, że lepiej,
gdyby tego filmu nie zrobiła”.
Maciej Pawlicki w cytowanej już recenzji z filmu “Zabić księdza” tak
konkludował, komentując skutki współpracy Holland z komercyjnymi
producentami zachodnimi: “(…) Wyraźnie widać, że Holland wielokrotnie
iść musiała na kompromisy, które niekiedy niebezpiecznie zbliżają się do
granicy dobrego smaku”.
Ta skłonność do ciągłych wielkich kompromisów z komercją cechuje
ciągle filmy Holland, choćby jej najbardziej okrzyczany film “Europa,
Europa”, tworzony wyraźnie według różnych uproszczonych stereotypów.
Obok ciekawej postaci głównego bohatera Szymona Perela, młodego Żyda
ratującego się dzięki udawaniu Niemca i działającego w Hitlerjugend,
obserwujemy obraz młodego Polaka – “antysemity”, który płaci w końcu
śmiercią za swą antysemicką zajadłość i obraz dobrego Niemca.
W “Przeglądzie Tygodniowym” z 29 marca 1992 r. komentowano film “Europa,
Europa” jako kolejny dowód na to, że Agnieszka Holland “(…) idzie na
bardzo poważne kompromisy z koniunkturalnie reagującym tzw. widzem
masowym (…)”.
Komercyjne względy maksymalnie oddziaływały również na późniejsze
filmy A. Holland. Nader typowy pod tym względem był jej głośny obraz
“Kopia mistrza” (o Beethovenie). To maksymalny skok w komercję na użytek
amerykańskiego widza.
Agnieszka Holland uparcie kontynuuje ataki na obecnie rządzącą elitę
władzy za jej bardzo krytyczny stosunek do PRL. W wywiadzie dla
“Polityki” z 2 grudnia 2006 r. stwierdziła, że “należałoby
zrobić film o generacji, która spędziła całe życie w systemie,
który następnie został całkowicie zanegowany. A więc również zostały
zanegowane ich osiągnięcia, ich system wartości, codzienność, radości, smutki,
wielkości i upadki. Wszystko zostało przekreślone”.
W tymże wywiadzie A. Holland ostro zaatakowała braci Kaczyńskich za
ich krytyczny stosunek do patologii III Rzeczypospolitej, mówiąc: “Idźmy
dalej, rok 1989, powstała nowa Polska. Przyszli Kaczyńscy i ten okres
też zanegowali. Kolejne pokolenie dowiaduje się, że to, co robiło, nie
miało sensu. Nic dziwnego, że ludzie są w depresji. Gospodarka się
rozwija, jest więcej sklepów i więcej telefonów komórkowych, ale ich
poczucie sensu zostało tak głęboko zranione, że nie wiem, jak można na
tym budować zdrowe życie społeczne. Jeżeli bym robiła film na ten temat,
to chciałabym pokazać, że każde życie ludzkie ma sens i wartość. To
znaczy wrócić do zasad chrześcijańskich, o których nasi obecni czołowi
politycy kompletnie zapomnieli. Zapomnieli, czego nauczała ich Ewangelia
i czego nauczał ich ukochany papież, któremu stawiają pomniki. Dlatego
nazywam ich łże-chrześcijanami”.
“Moczarowcy” w dzisiejszej elicie władzy?!
Agnieszka Holland najdalej posunęła się w swoich atakach na braci
Kaczyńskich i innych obecnie rządzących polityków w wywiadzie udzielonym
Romanowi Pawłowskiemu dla dodatku “Gazety Wyborczej” – “Wysokich Obcasów”
z 23 grudnia 2006 r. Ni mniej, ni więcej oskarżyła obecną
ekipę rządzącą o “wątki endekoidalno-moczarowsko-gomułkowskie”, czyli
o antysemityzm. Zarzucała, że atak na KPP jest dla Jarosława Kaczyńskiego
tym samym, czym atak na syjonistów dla Gomułki. Do ataku na rządzących
polityków wyraźnie zachęcił A. Holland dziennikarz “Wyborczej” R. Pawłowski,
uskarżając się w skierowanym do reżyserki pytaniu na
tropienie spadkobierców Komunistycznej Partii Polski (KPP) przez J. Kaczyńskiego
(przypomnijmy, że w obecnej “Wyborczej” aż roi się od dzieci znanych KPP-owców!).
Odpowiadając na pytanie Pawłowskiego, A. Holland stwierdziła m.in.:
“Jest mi bardzo przykro, że najobrzydliwsze polskie wady powracają i
mają taki oddźwięk w społeczeństwie. (…) Wątki endekoidalno-oenerowskie,
moczarowsko-gomułkowskie, które pojawiają się w dzisiejszej elicie
władzy, są mi obce, wstrętne. (…) Żydzi to niezręczny temat dla
polityków, nie używa się go wprost, chociaż jeśli się powie ‘KPP’, to za
tym idzie skojarzenie z Żydami. KPP w kontekście wypowiedzi premiera
znaczy to samo, co syjoniści za Gomułki. Nie mówiąc o tym, że promowanie
ojca Rydzyka daje placet dla antysemityzmu”.
W dalszym ciągu wywiadu dla “Wysokich Obcasów” Holland oskarżyła
obecne rządy za rzekome przywrócenie autorytaryzmu w Polsce. Pocieszyła
jednak czytelników, że “Powrót autorytaryzmu w Polsce nie zagraża
równowadze światowej”.
Oskarżając rządzącą dziś w Polsce prawicową ekipę stwierdziła, że:
“Politycy sami sobie przyprawiają niebezpieczną gębę, która burzy
zaufanie społeczne do nich wszystkich, zniechęca ludzi do aktywności i
poczucia współodpowiedzialności za kraj. Wszystko inne jest tego
pochodną. i to, że elity nie reagują na ewidentnie skrajne i zbrodnicze
poglądy, i to, że ludzie zamykają się w kręgu prywatnych spraw, i to, że
wskaźnik wzajemnego zaufania jest w Polsce najniższy w Europie”.
Jedną z najbardziej skandalicznych części wywiadu z tropicielką
“polskiego antysemityzmu” był fragment poświęcony postaci nieżyjącego od
dziesięcioleci proboszcza z Jedwabnego ks. Józefa Kęblińskiego.
Pawłowski zapytał: “Czy tematem na film może być historia proboszcza z
Jedwabnego Józefa Kęblińskiego, świadka zagłady jedwabieńskich Żydów,
których wymordowali jego parafianie? Zrobiłaby Pani o nim film z
empatią?”. Przypomnijmy tu, że empatia to zdolność rozumienia i
odczuwania stanów psychicznych innych ludzi, wczuwania się w ich
przeżycia. Szokująco zabrzmiała odpowiedź A. Holland: “Dlaczego nie?
Skoro można zrobić film z empatią o Adolfie Hitlerze”. Jakże pozbawione
choćby cienia dobrego gustu, wręcz chamskie było to porównanie ks. J.
Kęblińskiego z A. Hitlerem. Było to nikczemne poniewieranie pamięci o
odważnym księdzu, który zasłużył się w ratowaniu Żydów w Jedwabnem
(odsyłam tu do ciekawego wspomnienia senatora prof. Ryszarda Bendera o
ks. J. Kęblińskim w “Głosie” z 2001 roku).
Jadowite napaści na rządzącą prawicę
Agnieszka Holland jest aż nadto typową wyznawczynią “moralności Kalego”.
Wybielaczka komunizmu, z werwą usprawiedliwiająca stalinowską
kolaborację swego ojca, tym chętniej wyżywa się w fanatycznych wręcz
atakach na rządzącą prawicę. Swoją pozycję znanej w skali
międzynarodowej reżyserki filmowej nadużywa dla mentorskich bluzgów
nienawiści przeciw obecnym elitom władzy.
Symptomatyczny pod tym względem był fanatyczny, pełen antyprawicowych
i antynarodowych fobii wywiad z Holland zamieszczony w
“Rzeczpospolitej” z 25-26 listopada 2006 roku. Wywiad iście po
orwellowsku zatytułowany “Oczyścić się z nienawiści”, choć słowa te
powinny dotyczyć przede wszystkim opanowanej przez dziką nienawiść
reżyserki (wywiad, którego szczególnie powinna się wstydzić
“Rzeczpospolita” za nagłośnienie takiej porcji fanatyzmu i jątrzenia).
Oto kilka, jakże typowych fragmentów z zajadłego słowotoku Agnieszki Holland:
“(…) Jednak osobiście wyższy stopień irytacji osiągam, gdy śledzę
głupotę polskiej polityki i zachowania ludzi, którzy psują mój kraj. (…)
W. Polsce widzę pana Kaczyńskiego, który po wyborach zaczyna swoją
wypowiedź od słów: ‘Mimo niespotykanych ataków na nas, mimo nagonki…’.
Tak mówi człowiek, który ma pełną władzę nad mediami, przynajmniej tymi
publicznymi, dominującymi. Nie potrafi powiedzieć: ‘Może zrobiliśmy
jakiś błąd, może ludzie nas nie zrozumieli…’. Zamiast tego następuje
bluzg. Przeraża mnie ten rodzaj arogancji i brak szacunku dla innego
człowieka. Przeciwnik polityczny nie jest przecież wrogiem (…). Sami te
autorytety, w jakie zresztą nigdy nie byliśmy bogaci, zabijamy. Ale
jeśli przygotowuje się nagonki na ludzi, którzy tak wiele zrobili dla
Polski na niwie społecznej, patriotycznej i artystycznej, to czego można
się spodziewać? (…) Dlaczego całą elitę kraju niszczą demokratycznie
wybrane władze? Jak można nazwać inteligencję łże-elitą? (…)”.
Najskrajniejszą chyba bzdurą wypowiedzianą przez Holland w cytowanym wywiadzie jest jej stwierdzenie, że w Polsce
“(…) pejzaż mentalny jest okropny. Nie mogę się pogodzić z tym, że w
moim kraju wprowadza się do życia publicznego język nienawiści, pomówień
i kłamstw, jakiego nigdy przedtem tu nie było. i nie ma nigdzie w
cywilizowanym świecie. Kiedy przyjeżdżam do Warszawy, włączam telewizor i
słucham debat polskich polityków, to – z miłym wyjątkiem trzech
kandydatów na prezydenta Warszawy – włosy mi się na głowie jeżą.
Brutalne ataki, całkowity brak odpowiedzialności za słowo, straszna
forma. We Francji debaty polityków odbywają się na innym poziomie. W Stanach też”.
Nader celnie wypunktował te idiotyczne pomówienia Holland Stanisław
Michalkiewicz w felietonie zamieszczonym w “Naszej Polsce” z 5 grudnia
2006 r., pisząc:
“Wróćmy jednak do rozkazu oczyszczenia się z nienawiści. Agnieszka
Holland twierdzi, że w Polsce do życia publicznego wprowadza się język
nienawiści, pomówień i kłamstw, jakiego nigdy przedtem nie było. No
proszę: nigdy przedtem. A więc języka nienawiści, pomówień i kłamstw nie
było ani za Stalina, ani za Gomułki, ani za Gierka, ani za Urbana w
stanie wojennym? Najwyraźniej, bo czy te oczy mogą kłamać? Agnieszka
Holland jest przecież dużą dziewczynką, co to nawet Stalina jeszcze
nieźle pamięta, więc wie, co mówi. A mówi, właściwie naucza, że
przeciwnik polityczny nie jest przecież wrogiem. Tak samo pewnie uważał
też jej ojciec, Henryk Holland, który w okresie stalinowskim wypisywał
po gazetach artykuły grzmiące przeciwko zaplutym karłom reakcji. To była
rycerska rywalizacja, rodzaj dobrotliwego przekomarzania, a prawdziwa
nienawiść przyszła dopiero teraz, z Kaczyńskimi, co to w zuchwałości
swojej podnieśli rękę nawet na razwiedkę”.
Można podziwiać “kunszt” manipulacji, z jaką A. Holland przeciwstawia
potępianym przez siebie “niecywilizowanym” Kaczyńskim i innym
prawicowym politykom Jolantę Kwaśniewską jako odpowiedni wzorzec dla
Narodu. Według Holland, właśnie “Pani Kwaśniewska okazała pewną klasę,
elegancję i umiarkowanie”. Zgodzić się tu znów trzeba z komentarzem red.
S. Michalkiewicza:
“(…) Szkoda, że Agnieszka Holland nie powiedziała, kiedy to wszystko
pokazała. Czy umiarkowanie w okresie uwłaszczania nomenklatury, czy
klasę podczas biesiad z panami Żaglem, Kuną i lobbystą Dochnalem? Dobrze
byłoby wiedzieć takie rzeczy dokładnie, żeby omyłkowo nie okazać
umiarkowania, dajmy na to, przy Żaglu, a znowu klasy – przy
przekształceniach własnościowych”.
Wśród kłamstw zawartych w wywiadzie A. Holland znajdujemy oskarżenie
pod adresem rządzących polityków: “Jak można opluwać Miłosza, Kuronia,
Herberta? Ilu takich ludzi mamy? To jest podcinanie gałęzi, na której
samemu się siedzi”. Oskarżenie było wyraźnie skierowane pod złym
adresem. Nikt z rządzących teraz polityków nie atakował Miłosza czy
Kuronia, choć wiele z ich poczynań i oświadczeń zasługiwało nieraz na
bardzo ostrą krytykę. Obrzydliwym pomówieniem zaś jest przypisywanie
prawicy opluwania Herberta. Wielkiego poety konsekwentnie opluwanego
przez “czerwonych” i “różowych”. Przypomnijmy tu choćby sławetnego
chuligana pisarza Tomasza Jastruna, który oskarżył już nieżyjącego i
niemogącego się bronić poetę o rzekomą ciężką chorobę psychiczną. To
“różowi” i “czerwoni” lewacy z uporem blokowali pokazanie w telewizji
słynnego filmu Jerzego Zalewskiego o Zbigniewie Herbercie, głównie z
powodu jego bardzo ostrych i zasłużonych słów na temat Miłosza i
Michnika. To śledcze dziennikarki “Wyborczej” Anna Bikont i Joanna
Szczęsna “popisały się” 29 kwietnia 2000 r. obrzydliwym pomówieniem pod
adresem Z. Herberta – w rozmowie z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim.
Wybielając PRL i komunizm, A. Holland atakuje rządzącą prawicową
elitę za skrajny krytycyzm wobec upadłego systemu, uskarżając się:
“(…) życie kilku generacji, których młodość i dojrzałość przypadła na
czas PRL, zostało zanegowane. Nagle wszystko, co ludzie tam osiągnęli,
zostało odarte z jakiejkolwiek wartości. To potworna kontuzja. A ten
stan przeciąga się, bo teraz politycy negują wartości następnych
kilkunastu lat. (…) Każda kolejna ekipa neguje wszystko, co było
przedtem. Na takiej podstawie nie da się budować niczego mocnego”.
Wkrótce potem A. Holland przechodzi do ataku Radia Maryja i jego
słuchaczek, stwierdzając: “Irytuje mnie polityka ojca Rydzyka, dziwię
się fanatyzmowi ‘moherowych beretów’, ale nie mogę patrzeć na tych ludzi
jak na jakieś insekty”.
Jakże cynicznie brzmi po obelgach A. Holland pod adresem rzekomego
fanatyzmu “moherowych beretów” jej uspokajające stwierdzenie, że jednak
“nie może patrzeć na tych ludzi jak na jakieś insekty”! Trudno w tym
kontekście nie zgodzić się z wymową ironicznego komentarza red. S.
Michalkiewicza w “Naszej Polsce”:
“Czy już cała klasa widzi, jaka szlachetna i wzniosła jest Agnieszka
Holland? Takie poświęcenie wypada docenić, zwłaszcza kiedy zrozumiemy,
że wymaga ono powściągnięcia instynktownej skłonności. W. takiej sytuacji
jasne jest, że nie wypada już pytać, dlaczego właściwie polityka ojca
Rydzyka jest taka irytująca, na czym polega fanatyzm moherowych beretów i
co w nim takiego złego, bo każdy chyba rozumie, że wobec Agnieszki
Holland powinno przepełniać nas już tylko uczucie głębokiej
wdzięczności. Ileż to trudu włożył Stalin i Berman, żeby nauczyć nas
tolerancji, ileż kości nałamał Różański z Fejginem, ileż płomiennych
artykułów napisał Holland, a ciemna masa po staremu nic nie może
zrozumieć, że tolerancja polega przecież na tym, żeby Giertycha nie
wpuszczać do szkoły pod żadnym pozorem, że w porządnej szkole tylko
mełamedzi…”.
“Polska nie jest Europą”
Skrajna tropicielka rzekomego “polskiego antysemityzmu” Agnieszka
Holland znana jest z równoczesnego ciągłego nagłaśniania skrajnie
negatywnych uogólnień na temat Polski i Polaków. Przeglądałem sporą
porcję wywiadów A. Holland dla różnych polskich czasopism i gazet i
nigdzie nie znalazłem w nich nawet jednego dobrego zdania na temat
Polaków i w ogóle spraw polskich. Tym więcej było tam za to przeróżnych
skrajności i fałszywych uogólnień, piętnujących przeróżne polskie
zachowania i cechy Polaków. Oto kilka typowych przykładów z wynurzeń tak
nagłaśnianej reżyserki filmowej.
W wywiadzie dla “Tygodnika Kulturalnego” z 23 lipca 1989 r.
Holland stwierdzała:
“Muszę przyznać, że irytuje mnie w polskiej kulturze łatwość, z jaką
przychodzi jej eksterioryzacja zła, jej skłonność do obarczania
odpowiedzialnością za zło zawsze kogoś z zewnątrz. Ma to konsekwencje we
wszystkich dziedzinach życia, także i w sztuce (…). Nieprzyjmowanie na
siebie współodpowiedzialności za istniejące zło mści się również w życiu
codziennym. Polacy tak się już zżyli z myślą, że winni są INNI – Rosja,
komuniści, dziejowe fatum – że stali się niemal niezdolni do stwierdzenia,
że robią coś źle, i że powinni robić to lepiej (…). Myślę,
że jeśli brać pod uwagę tę specyficznie polską ucieczkę przed
odpowiedzialnością i kompletną ruinę etosu pracy, to można powiedzieć,
że Polska nie jest Europą”.
Jakże podobnie A. Holland atakowała rzekome negatywne cechy Polaków
w późniejszym o 17 lat wywiadzie, udzielonym w grudniu
2006 roku dodatkowi “Gazety Wyborczej” – “Wysokim Obcasom”. Stwierdzała, tam m.in.:
“Polacy mają pewną skłonność do niedojrzałości (…). Łatwo ich
zmanipulować ideologicznie. Już kilka razy za to zapłaciliśmy wysoką
cenę i płacimy do dzisiaj (…). Polacy nie mieli siły, żeby skonfrontować
się ze złem w sobie. Zawsze to zło było eksterioryzowane, zawsze zły
był inny, czy to byli Rosjanie, Niemcy, komuniści, czy Żydzi. Teraz się
do tego wraca, ekipa PiS trafnie wyczuła, że Polacy są strasznie
zmęczeni i mają potrzebę uproszczenia świata i dowartościowania siebie
samych. Jedyny sposób to eksterioryzować zło. Ostatnio te kompleksy się
wręcz legalizuje, na przykład wprowadzając absurdalny i haniebny artykuł
do nowej ustawy lustracyjnej, przewidujący karę więzienia za ‘publiczne
pomawianie narodu polskiego o zbrodnie’ (…)”.
Cytowane wyżej kłamliwe stwierdzenia Holland są wprost absurdalne.
Wprost szokuje oskarżanie Polaków o to, że dają się “łatwo zmanipulować
ideologicznie”. Nonsensu tego typu oskarżeń najlepiej dowodzi fakt, że
właśnie Polacy dali dużo więcej przykładów oporu przeciwko zniewoleniu
komunistycznemu niż jakikolwiek inny naród w Europie i w świecie.
Przypomnijmy tylko takie fakty, jak zbrojny opór niepodległościowego
podziemia przeciw komunizmowi w latach 1944-1947, powstanie poznańskie w
czerwcu 1956 r., październik 1956 r., wystąpienia w Nowej Hucie i
szeregu innych miast polskich w obronie kościołów na początku lat 60.,
bardzo szeroka skala wystąpień w obronie Kościoła katolickiego z okazji
Milenium w 1966 roku, manifestacje studenckie 1968 r., bunt robotników
Wybrzeża w 1970 roku, protesty robotnicze w 1976 roku w Radomiu i Ursusie,
16-miesięczna epopeja “Solidarności” w latach 1980-1981, strajki
robotnicze 1988-1989.
Odnośnie do innych zarzutów A. Holland zapytajmy, czy naprawdę trzeba
przypominać, że Polacy mieli aż nadto uzasadnione prawo do winienia
zaborców za swe krzywdy w ciągu 123 lat niewoli, a nie mieli prawa do
oskarżeń Niemców i Sowietów za popełnione na nas zbrodnie? Atakowany
przez Holland jako haniebny artykuł ustawy lustracyjnej jest wręcz
konieczny w sytuacji, gdy nasilają się coraz mocniej różnego typu
antypolskie oszczerstwa w stylu M. Safjana, A. Całej czy M. Cichego.
Dodajmy, że A. Holland do znudzenia powiela swe negatywne uogólnienia
o Polakach. W. wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” z listopada 2006 r.
znów uskarżała się, że: “Polacy zawsze mieli skłonność do zrzucania winy na
innych i nieprzyjmowania odpowiedzialności za własne decyzje”.
W ostatnich latach A. Holland wyraźnie zwiększyła swe ingerowanie w
sprawy tak wyraźnie nielubianego przez nią kraju. Na przykład wsławiła
się mało chlubnym współudziałem w proteście kilku osób sprzeciwiających
się wzniesieniu przy placu Grzybowskim w Warszawie pomnika ofiar
ludobójstwa dokonanego przez Ukraińską Powstańczą Armię na Kresach
Wschodnich. Dla Holland i współuczestników tego niesławnego protestu
(m.in. B. Geremka i znanego z antypatriotycznego fanatyzmu “chorego z
nienawiści” Tomasza Jastruna), za pomysłem wzniesienia pomnika kryje się
intencja “szerzenia nienawiści”. Jakoś nikt nie zarzuca tego typu
intencji rozlicznym pomnikom w różnych krajach świata ku czci żydowskich
ofiar holokaustu, ponieważ byłoby to od razu uznane za coś obłędnego.
Tylko Polaków dziwnie atakuje się za chęć upamiętnienia ofiar
popełnionego na nich ludobójstwa.
Upowszechniając w swych wywiadach skrajnie uczerniony obraz Polski i
Polaków, Holland dziwnie zapomina, że została wylansowana najpierw w
Polsce i właśnie tym tak atakowanym przez nią Polakom zawdzięcza swe
pierwsze docenienie, zanim została zauważona w świecie. Dosadnie
przypomniała o tym Holland i innym “zniesmaczonym polskimi
barbarzyńcami” twórcom publicystka Teresa Kuczyńska, pisząc w tekście
“Twórcy na kozetce Freuda” (“Tygodnik Solidarność” z 8 grudnia 2006 r.):
“Wszyscy polscy twórcy, którzy robili i robią kariery za granicą,
najpierw zdobyli uznanie i sławę w kraju. Uznanie tych rodaków, którymi
tak gardzą. (…) Zatem panie i panowie twórcy, którzy tak wybrzydzacie na
ten kraj, na rodaków. Jeżeli tak plujecie w nich, to plujecie na samych
siebie. Bo to oni zrobili z was tych, którymi jesteście. Uznanych
pisarzy, malarzy, reżyserów”.
Warto przypomnieć tu dość szczególne uzasadnienie A. Holland,
dlaczego nie zamierza wrócić do Polski z Francji, gdzie mieszka od 1981
roku. Holland tłumaczyła swą niechęć do powrotu tym, że parę rzeczy
przeszkadza jej w Polsce “w sposób dojmujący”. A konkretnie:
“Przeszkadza mi antysemityzm oraz głupota, cynizm i korupcja polityków”.
Przypomnijmy więc, że we Francji wcale nie brakowało i nie brakuje
korupcji polityków (vide słynna historia samobójstwa premiera
Beregovoya, przyłapanego na korupcyjnej aferze, czy pośmiertnie
ujawnione nieczyste sprawki jeszcze sławniejszego prezydenta
Mitteranda). Co się zaś tyczy antysemityzmu, to we Francji jest on bez
porównania większy niż w Polsce (zaznaczył to niedawno b. ambasador
Izraela w Polsce Szewach Weiss), jest on nawet chyba najsilniejszy
w całej dzisiejszej Europie.
Dobrana “rodzinka”
Skłonność do szukania głównie ciemnych cech u Polaków wyraźnie podziela
również siostra Agnieszki Holland – reżyser filmowy Magdalena
Łazarkiewicz. Już przed laty napisała na zamówienie niemieckiego (!)
producenta Arthura Braunera scenariusz filmu “Pogrom”, opartego na
wydarzeniach zbrodni kieleckiej z 4 lipca 1946 roku. Oczywiście
scenariusz ten był jak najdalszy od przypomnienia roli faktycznych
NKWD-owskich i ubeckich sprawców tej komunistycznej zbrodni. Magdalena
Łazarkiewicz znana jest również z szukania komercyjnego rozgłosu za
wszelką cenę. Słynny był kiedyś jej pomysł na promocję jednego ze swych
filmów za pomocą nagłośnienia w ramach reklamy krótkiego fragmentu,
nacechowanego ordynarną, obsceniczną erotyką. Kilka stacji
telewizyjnych, skądinąd dalekich od prawicy, odrzuciło wymyśloną przez
M. Łazarkiewicz reklamę, uznając ja za pornograficzną i wyzutą z
wszelkiego gustu.
Do fobii córek Hollanda wyraźnie dostosował się swymi poglądami
również mąż Magdaleny Łazarkiewicz – reżyser Piotr Łazarkiewicz. W 1995
roku P. Łazarkiewicz z werwą dołączył się do nagonki na program
W. Cejrowskiego “WC Kwadrans”, w sposób szczególnie agresywny
oskarżając go o krzewienie ideologii faszystowskiej. Jako członek
Rady Nadzorczej Telewizji Polskiej SA Łazarkiewicz skierował 10 marca 1995 r. do
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji list, którego główne myśli cytuję
niżej za artykułem red. Stanisława Michalkiewcza: “Ciemnogród –
Jasnogród” (“Najwyższy Czas”, nr 8 z 1996 roku): “Wojciech Cejrowski lży
i wyśmiewa ludzi o innych niż on poglądach (…). Ulubionym celem
prześmiewczych ataków Cejrowskiego są wybrane doniesienia z prasy,
głównie zagranicznej – opisujące wszelkiego rodzaju zdarzenia
wykraczające poza mentalność kołtuna (…). Co stoi za ‘WC Kwadransem’?
Mentalność szeroko rozumianego kołtuna (…) tego samego, który jest
zawsze wrogiem postępu (…) tego, który sprawia, że ciągle jeszcze
istnieją wielkie połacie Ciemnogrodu (…). ‘WC Kwadrans’ budzi moje
najgłębsze oburzenie i wywołuje odrazę. Nie mogę pojąć, jak to możliwe,
by w Telewizji Polskiej pojawiła się audycja, której prowadzący w jawny
sposób propaguje ideologię f…” (wykropkowanie S. Michalkiewicza).
Atak Piotra Łazarkiewicza na Wojciecha Cejrowskiego został wsparty przez
wystosowany również do KRRiT list jego syna Antoniego Łazarkiewicza
wraz z 60 podpisami uczniów i nauczycieli liceum, do którego uczęszczał.
Przypomnijmy tu, że Cejrowski zareagował na napaść P. Łazarkiewicza
skierowaniem sprawy do sądu. W pierwszej instancji Łazarkiewicz został
skazany wyrokiem nakazującym mu przeproszenie Cejrowskiego za “obraźliwe
słowa i nieprawdziwe zarzuty”. Sprawa ciągnęła się jednak dalej w
różnych instancjach i ostatecznie zakończyła uwolnieniem Łazarkiewicza
od zarzutów dzięki “odpowiedniej” prawno-politycznej decyzji Sądu
Najwyższego.
Podobnie jak żona i szwagierka P. Łazarkiewicz również stara się
maksymalnie demaskować rzekomy “polski antysemityzm”. Nakręcił w tym
celu m.in. film “W środku Europy” na temat pogromu Żydów w miasteczku na
wschodzie Polski. W innym filmie “Polowanie na czarownice” Łazarkiewicz
piętnował rzekomo “szalejącą” (jak twierdził w dodatku do “Wyborczej”)
na początku lat 90. W Polsce “dyskryminację i homofobię”. Łazarkiewicz
“wyróżnił się” również gwałtownym wystąpieniem podczas tzw. Marszu Równości.
Kilka zdań na koniec
Henryk Holland został skrzywdzony i stał się ofiarą tego samego systemu
totalitarnego, który współtworzył przez wiele lat, w imię którego sam
krzywdził licznych ludzi. Śmierć Hollanda była jakże wielkim zrozumiałym
dramatem jego najbliższych, co jednak nie może iść w parze z wybielaniem
jego “dokonań” z przeszłości. Trudno pogodzić się z fanatycznymi fobiami,
wyraźnie odziedziczonymi po H. Hollandzie przez jego córkę. Agnieszka Holland
nie zdobyła się nigdy na spojrzenie z dystansem na stalinowskie poglądy swego
ojca, tropiciela “wrogów ludu”, ze szczególną zajadłością próbującego zrównać
z ziemią dorobek filozofa prof. K. Twardowskiego za jego katolicką
wymowę. Agnieszka Holland jest daleka od uznania przykrej prawdy, że jej ojciec,
począwszy od swych związków z KPP – partią zdrady narodowej –
poprzez powojenne unurzanie w stalinizm, reprezentował w istocie postawę
godzącą w sprawy drogie przeważającej części Polaków. Antypolskie
i antykatolickie fobie Agnieszki Holland stanowią mało chwalebną kontynuację
niektórych fobii jej ojca.
Post scriptum: okazuje się, że ludowe porzekadła, jak niedaleko pada jabłko od jabłoni, sprawdzają się nad wyraz.
Ciekawe, dlaczego ci ludzie ukrywają swe korzenie. Wstydzą się? Przecież pomogły im w karierach.
Patrz też: Jak Agnieszka Holland rozlicza się z komunistyczną przeszłością własnego ojca?, Stanisław Janecki
Komentarze
@Jan Bogatko
tł, 1 marca, 2013 - 14:01
Wyczerpujące i interesujące dossier rodzinne ;-). Pozwolę sobie jednak dodać coś jeszcze:
Córka rzekomej ofiary ubowskich siepaczy w kilka lat później wyjeżdża na studia zagraniczne do Pragi. Każdy, kto żył w latach `60 wie, jak selekcjonowano wówczas kandydatów na takie wyjazdy.
Mało tego, A. Holland przebywa w Pradze podczas praskiej wiosny i interwencji sowieckiej. Mimo, że deklaruje potem kontakty z dysydentami praskimi, włos jej z głowy nie spada i kontynuuje studia...
To tyle.
Pozdrawiam
tł
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 14:40
Jan Bogatko
...przywileje "elity" KPP były oczywiste,
pozdrawiam,
@tł
Generał Rokurota, 1 marca, 2013 - 15:38
Podobnie dziwnie wyglądają początki kariery naukowej p. Środy, które przypadają na ten okres stanu wojennego, kiedy porządni naukowcy mieli kłopoty.
Pozdrawiam.
@Generał Rokurota
tł, 1 marca, 2013 - 16:04
Specyficzna odmiana tzw. docentów marcowych ;-).
Pozdrawiam
tł
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 16:48
Jan Bogatko
...o marcowych docentach mawiano: wydał jedną broszurkę i trzech kolegów,
pozdrawiam,
jeśli taki jest cały "salon" jak rodzina Hollandów, to tylko wyć
Dominik, 1 marca, 2013 - 14:34
W związku z wyjazdem Holland dodam i drugie przysłowie ludowe: baba z wozu koniom lżej.
Ale mi o coś innego chodzi. Tu cytat "...Demokracja była kulawa, rosły autorytaryzm i nieudolność rządzących, a z drugiej strony, pojawiło się wykluczenie inaczej myślących, prześladowanie mniejszości..." Czy mówiąc to Holland recenzowała III RP?
Dominik
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 14:43
Jan Bogatko
...cały czas obracamy się (a raczej nas obracają!) w "demokracji" socjalistycznej; dzisiaj w tej wywalczonej w Magdalence, "z ludzką twarzą",
pozdrawiam,
@Liberałowie....
Seiko, 1 marca, 2013 - 15:53
Seiko.Czy może dziwić w kontekscie artykułu poparcie
;postępowej damy;,ustawy o ograniczeniu zgromadzeń B.
Komorowskiego.Pozdrawiam z 10.
Seiko
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 16:51
Jan Bogatko
...nie dziwi - to powrót do stalinowskich obyczajów, do korzeni właśnie,
pozdrawiam,
można albo wyć, albo pisać takie teksty.
Generał Rokurota, 1 marca, 2013 - 15:41
Pozdrowienia.
Wyrazy szacunku dla Autora, któremu chciało się pisac taki sążnisty tekst.
Pani A. Holland
Szpilka, 1 marca, 2013 - 15:28
wszystko się chyba pomieszało. Zresztą ktoś, kto nie jest zakorzeniony w polskości, nie potrafi po polsku myśleć, oceniać historycznych faktów i rozumieć istotę wiary katolickiej. W. ogóle mówienie o kimś, że nie żyje w zgodzie z Ewangelią
w ustach A. Holland brzmi śmiesznie. Ciekawe czy przeczytała chociaż jeden werset z Ewangelii i wie o czym ona traktuje. Śmiem wątpić.
Dziwne wydaje mi się też określenie dziennikarza “Wyborczej” R. Pawłowskiego: "wierzący stalinista". Przecież te dwa słowa są sobie przeciwstawne. Ja nie spotkałam na swojej drodze żadnego stalinisty, który byłby wierzącym. To po prostu niemożliwe.
Pozdrawiam
Szpilka
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 16:54
Jan Bogatko
...eklektyzm obyczajowy jest cechą stalinowskiej progenitury; podejmują go też pismacy z neostalinowskich organów, przecież GW ma misję do spełnienia,
pozdrawiam,
Szpilko
Lotna, 1 marca, 2013 - 16:56
Oni ze stalinizmu zrobili sobie religie. Holland sama powiedziala: "Nic dziwnego, że szukali miejsca w szeregach partii, która głosiła równość wszystkich ras i dawała wykluczonym poczucie wspólnoty". Zazwyczaj poczucie wspolnoty ludzie znajdują wśród
wyznawców tej samej wiary. Ojciec Holland nosił jeszcze krótkie spodenki, kiedy został syjonistą. To tak zamiast Pierwszej Komunii albo Bar Mitzwah. Nic dziwnego, ze stalinizm pozostal jego wiarą a jej upadek zakończył się samobójstwem.
Mam nadzieję, że Holland nigdy nie wróci do Polski, a nie wróci choćby ze strachu. Poza tym geszeft na Zachodzie jest dobry i nie brakuje jej pewnie ptasiego mleka, bo jest kreowana przez swoich syjonistycznych współbratyńców na wielką gwiazdę.
Holland ziejąca nienawiścią do Polakow, mówiąca o nienawiści w Polakach. Polska wykarmiła gniazdo żmij na swojej piersi.
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!
Lotna
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 17:12
Jan Bogatko
..."wykluczonym poczucie wspólnoty"... Otóż to! Najpierw komuniści mówią, kto jest "wykluczony", a potem oferują mu swą religię,
pozdrawiam,
Świętej pamięci
Roman z USA, 1 marca, 2013 - 17:27
Świętej pamięci kardynał Stefan Wyszyński przypominał: patrzcie z jakich domów pochodzą. To się zawsze sprawdza, głosujmy na politykow z patriotycznyh rodzin, nie wspierajmy wrogów kupując czasopisma wydawane przez nich, nie oglądajmy filmów
nagranych przez nich lub w których grają, i.t.d.
Roman z USA
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 18:11
Jan Bogatko
...niby proste - a tak trudne w realizacji,
pozdrawiam,
pocieszenie
Emir, 1 marca, 2013 - 16:06
że "córunia" Agnieszki
http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/articl...
zamknie bezpotomnie choc jedna galazke KPP
Emir
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 16:55
Jan Bogatko
...nie mówiłbym hop, a adopcja?
Pozdrawiam,
A. Holland typowa reprezentantka postomunistycznej
Grasja, 1 marca, 2013 - 16:19
dziatwy, uwłaszczonej i wykształconej za ukradzione nam pieniądze!!!
Bezideowa i bezczelna nihilistka, która wspinała się cichaczem po karkach innych. Zawdzięcza swoje "osiagnięcia" typowym postkomunistycznym układom wesołej ferajny o czerwonych rękach i czarnym sumieniu!!!
Zostań gdziekolwiek jesteś i nie wracaj tu nigdy więcej!
Grasja
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 16:56
Jan Bogatko
...dokładnie tak, i nie jest jedyna,
pozdrawiam,
Nieszczęśliwi
cog19, 1 marca, 2013 - 20:30
Którzy mieszkają w kraju, którego nienawidzą.
cog19
Jan Bogatko, 1 marca, 2013 - 20:41
Jan Bogatko
...nie, kraj kochają, tylko nie mają państwa,
pozdrawiam,